30 milionów euro netto za sezon. Przecież to nawet brzmiało absurdalnie! Trzeba być szaleńcem, aby tyle zaproponować piłkarzowi. Bądź zdesperowanym, co było bardziej logicznym wytłumaczeniem. Zaciągnęłam się papierosem spoglądając na nocny Madryt. Nie byłam w stanie przewidzieć decyzji jaką podejmie na koniec sezonu Kylian. Wybierze ogromne pieniądze czy wykorzysta szansę wskoczenia na piłkarski top? Czym się kierował w swoim życiu? Musiał zdawać sobie sprawę z tego iż w Madrycie takiego kontraktu nie dostanie. Skoro pensja Cristiano Ronaldo nigdy nie zbliżyła się do takiej kwoty, dlaczego nagle zasady Florentino Pereza miałyby ulec zmianie? Drabinka płacowa nie mogłaby zostać aż tak naruszona. Nie było nawet takiej opcji. Czym więc przekonać go do transferu? Z irytacją wyrzuciłam peta do kosza.
- Argument ma tylko dwa słowa. Real Madryt. Jeśli nie wywołują one przyjemnych dreszczy nie ma sensu tracić czasu na dyskusje. - wysyczałam własne słowa z gali. - Idiotko, doskonale znasz odpowiedź na to pytanie.
Zamknęłam za sobą drzwi tarasowe. Przyjemne ciepło buchające z wnętrza mieszkanka owiało moje zmarznięte ramiona. Potarłam je siadając na kanapie. Dumałam. Musiałam jak najszybciej poznać zdanie Kyliana dotyczące ewentualnych przenosin do Madrytu. A jakby tak wyłożyć karty na stół? Obawiałam się że prawdą mogłabym zrazić go do tego pomysłu. Zrazić go do mojej osoby. Jęknęłam z irytacją przecierając twarz dłońmi. Pociągał mnie. Musiałam nareszcie to sama przed sobą przyznać. Ale co w tym dziwnego skoro był on atrakcyjnym mężczyzną?
Dwa dni wcześniej
Nadeszła chwila kręcenia reklamy męskich kosmetyków Bulk Homme. Jako agentka od wizerunku, a raczej agentka w zastępstwie za Oscara, miałam prawo uczestniczyć w zdjęciach. Szczerze mówiąc było to ciekawe doświadczeniem. Mogłam od kulis zobaczyć jak wygląda praca nad reklamą. Przechadzałam się pomiędzy tysiącem kabli przyglądając każdej nawet najdrobniejszej rzeczy. W tym czasie Kylian był przygotowywany w garderobie. Zawsze marzyłam o własnej czysto amatorskiej sesji zdjęciowej. Dla zabawy i podniesienia własnej samooceny. Samo bycie modelką kompletnie mnie nie pociągało.
- Ma pani ochotę na kawę? - spojrzałam na nie dużo starszą ode mnie dziewczynę, która prawdopodobnie była tu asystentką kogoś ważnego. Miałyśmy ze sobą wiele wspólnego. Uprzejmie odmówiłam nie chcąc kłopocić kogokolwiek moją osobą. Moim zamiarem było nie rzucanie się dzisiaj w oczy. - Oh! - wydukała spoglądając na coś za moimi plecami. Jej policzki pokryły się rumieńcem. Zdezorientowana odwróciłam swoją głowę.
- Oh ... - powtórzyłam szeptem wpatrując się w zbliżającego się Kyliana. Jego naga klata lśniła w świetle reflektorów. Każdy, nawet najmniejszy mięsień poruszał się wraz z jego chodem. Na sobie miał jedynie białe spodnie opinające jego wysportowane nogi oraz zgrabny tyłek. Przełknęłam ślinę mają wrażenie iż zaschło mi w gardle.
Byłam na siebie wściekła choć to mało powiedziane. Owszem, byłam tylko kobietą. Ale jak mogłam dopuścić do tego, aby choć przez chwilę pomyśleń o Kylianie Mbappé w taki sposób!? To on ze mną flirtował, choć na całe szczęście zaprzestał tego. Czy aż tak brakowało mi mężczyzny? Czy byłam aż tak bardzo zdesperowana, aby zastanawiać się nad smakiem ust Francuza? Nad jego ... pewnymi umiejętnościami? Podskoczyłam przestraszona słysząc dźwięk dzwonka do drzwi. Z irytacją podniosłam się z kanapy, aby zobaczyć kto się do mnie dobija o tej porze.
- Federico? - wydukałam.
- Hej. - odezwał się niepewnie. - Mogę?
- To chyba nie najlepszy pomysł.
- Dina, porozmawiajmy. - spojrzał na mnie z miną zbitego psa. - Ta kłótnia była bezsensowna, nie uważasz? Przecież właśnie tego zawsze chcieliśmy uniknąć. - zauważył zgodnie z prawdą. Westchnęłam otwierając przed nim drzwi.
- Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. - usiadł na kanapie klepiąc miejsce obok, które po chwili wahania zajęłam. - Posłuchaj. Nigdy nie traktowałem Cię jak ... sama wiesz. - odchrząknął. - Mimo wszystko nadal jesteś dla mnie ważna i gdyby nie fakt, że kompletnie nie nadaje się do związków, byłabyś dla mnie tą idealną. Wyobrażasz sobie nas na randce? Niby o czym mielibyśmy rozmawiać?
- Fakt. - mruknęłam. Może to zabrzmi dziwnie, ale nigdy nie mieliśmy ze sobą wspólnych tematów. Był układ, który nam odpowiadał. Nie rozumiałam czego w tamtym momencie zapragnęłam.
- Mogę zostać? - poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. Spojrzałam na niego uważnie bijąc się z własnymi myślami. Jak to mówią? Klin klinem? Nawet nie zorientowałam się kiedy moje i Federico usta złączyły się w jedno, a ja usiadłam okrakiem na jego kolanach. Całowałam go namiętnie, wręcz pożerając. Moje niecierpliwe dłonie pozbyły go bluzy, a następnie podkoszulka. Byłam jak w transie chcąc całkowicie poddać się pożądaniu. Chciałam ... z irytacją odepchnęłam mężczyznę i skoczyłam na równe nogi. Przeczesałam nerwowo swoje włosy.
- Nie mam ochoty. - syknęłam wychodząc do kuchni. Wściekła chwyciłam butelkę z wodą i upiłam kilka łyków. Żadnego pożądania. Żadnej namiętności. Nic! Jakbym całowała członka własnej rodziny. Jakbym była marionetką. Lalką do ... zgrzytnęłam zębami. Gdzie są te cholerne hormony gdy ich potrzebuję?!
*
Twoje dłonie suną zmysłowo po moich udach, a ja zapominam o dość
ważnym procesie jakim jest oddychanie. Odsuwasz się, a ja błagam abyś
tego nie robił. Głupieję, a przecież to nie w moim stylu. Zaglądam
głęboko w Twoje dzikie oczy i zapominam o całym świecie. O moich
zasadach i o tym, że przekraczamy granicę profesjonalizmu. Nareszcie
mnie masz, a ja nareszcie mam Ciebie.
Dotykasz mnie bez skrępowania, a ja szepczę Twoje imię. Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci ... odcienie naszych skór różnią się od siebie znacząco, ale to jedynie nakręca nas jeszcze bardziej. To już nie chodzi o Twój podpis na papierze, a odbicie ust na moim ciele. Pragnę Cię jak niczego innego na tym świecie, a Ty pragniesz mnie.
Dotykasz mnie bez skrępowania, a ja szepczę Twoje imię. Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci ... odcienie naszych skór różnią się od siebie znacząco, ale to jedynie nakręca nas jeszcze bardziej. To już nie chodzi o Twój podpis na papierze, a odbicie ust na moim ciele. Pragnę Cię jak niczego innego na tym świecie, a Ty pragniesz mnie.
Doprowadzasz mnie do szaleństwa niszcząc dumę i dominację. Bicie mego
serca przyspiesza, a ja nadal nie rozumiem, jak potrafisz robić to,
czego nikt inny nie potrafił. Może to świadomość, że powinnam trzymać
się od Ciebie z daleka, sprawiła iż nie potrafię się oprzeć temu co
zakazane. W końcu zawsze żyłam według własnych zasad, które za wszelką
cenę chciałeś obalić. Cóż, jesteś na dobrej drodze. Podobnie jak Twoje
dłonie zsuwające ze mnie zbędną koronkę ...
Gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc, uchylając szeroko swoje powieki. Zdezorientowana, aczkolwiek nadal rozpalona, rozejrzałam się po znajomych ścianach mojej sypialni. Poczułam ogarniającą mnie irytację, która dość szybko zamieniła się w totalne zażenowanie. Zacisnęłam dłoń w pięść i uderzyłam nią w posłanie.
- Za kogo Ty się uważasz? - warknęłam.
Odpowiedział mi pomruk z drugiej strony łóżka. Odwróciłam głowę w stronę śpiącego mężczyzny, który pochrapywał pod swoim nosem. Ostrożnie dotknęłam palcami jego jasnej skóry na plecach. Moje idealnie zaplanowane życie szlag jasny trafił. Zapragnęłam czegoś innego. Prawdziwego. Czegoś, przed czym zawsze uciekałam. Tego czegoś, co nagle stanęło na mojej drodze. Z cwaniackim błyskiem w swoich ciemnych oczach. To już nie chodziło o sam transfer, który prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Zawaliłam. I to nie jedynie w sferze zawodowej.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc, uchylając szeroko swoje powieki. Zdezorientowana, aczkolwiek nadal rozpalona, rozejrzałam się po znajomych ścianach mojej sypialni. Poczułam ogarniającą mnie irytację, która dość szybko zamieniła się w totalne zażenowanie. Zacisnęłam dłoń w pięść i uderzyłam nią w posłanie.
- Za kogo Ty się uważasz? - warknęłam.
Odpowiedział mi pomruk z drugiej strony łóżka. Odwróciłam głowę w stronę śpiącego mężczyzny, który pochrapywał pod swoim nosem. Ostrożnie dotknęłam palcami jego jasnej skóry na plecach. Moje idealnie zaplanowane życie szlag jasny trafił. Zapragnęłam czegoś innego. Prawdziwego. Czegoś, przed czym zawsze uciekałam. Tego czegoś, co nagle stanęło na mojej drodze. Z cwaniackim błyskiem w swoich ciemnych oczach. To już nie chodziło o sam transfer, który prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Zawaliłam. I to nie jedynie w sferze zawodowej.
*
Poranek w Madrycie był niezwykle depresyjny. Nie miałam ochoty zwlec się z łóżka, jednak zapach świeżo zaparzonej kawy dodał mi sił. Wlokąc nogę za nogą udałam się do kuchni gdzie urzędował Federico. Po rzuceniu tradycyjnego "Dzień dobry" wlałam do mojego ulubionego kubka życiodajnej cieczy, po czym usiadłam na przeciwko mężczyzny.
- Miałaś koszmary. - spojrzał na mnie uważnie. Zakrztusiłam się na kilka sekund. Doskonale pamiętałam każdy szczegół mojego snu. - Strasznie się wierciłaś. Dina, wszystko w porządku?
- Jak najbardziej. - odchrząknęłam.
- Co z naszym układem? - spytał. Westchnęłam ciężko. Od naszej ostatniej awantury nie widziałam sensu w ciągnięciu tego wszystkiego. Jednak ciężko mi było zerwać relację z Federico. Uchyliłam usta jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Za to ktoś donośnie zapukał do moich drzwi. Wybawiciel! A przynajmniej tak sądziłam dopóki nie stanęłam z moją matką twarzą w twarz.
- Witaj. - uśmiechnęła się do mnie błogo.
- Mamo, nie mówiłaś, że przyjedziesz. - miotając się nerwowo wpuściłam ją do środka. Ostatnią rzeczą jaką chciałam to zapoznanie jej z Federico. Klamka jednak zapadła i musiałam to zrobić. Zmierzyła go uważnym wzrokiem nie dając nic po sobie poznać, po czym bez słowa go wyminęła i usiadła na skraju kanapy. Przeprosiłam go cicho za jej dziwne zachowanie. Po chwili zostałyśmy same w moim mieszkaniu.
- To nie chłopiec dla Ciebie. - oznajmiła.
- Nawet go nie znasz. - usiadłam na przeciwko niej. - A po za tym to nie jest mój chłopak. Co tu robisz?
- Więź matki z dzieckiem jest bardzo silna. Kiedyś przyznasz mi rację. - dotknęła mojej dłoni. Westchnęłam ciężko jednak nie skomentowałam jej słów. - Wyczułam, że mnie potrzebujesz.
- Żebyś skrytykowała mojego znajomego?
- Jesteś z nim bliżej niż ze zwykłym znajomym. - po raz pierwszy od dobrych kilku lat posłała mi karcące spojrzenie. Wręcz skuliłam się w sobie z wrażenia. - On Cię nie szanuje.
- Mamo. - jęknęłam.
- Nosisz ją. - z czułością dotknęła bransoletki, która miała mnie chronić przed wszelkim złem. Nie szczególnie wierzyłam w jej magiczne moce jednak bardzo ją lubiłam. Przez chwilę gładziła literkę A. Jej wzrok stał się nieobecny co spowodowało ból w moim sercu. - Masz ochotę na moje tosty?
- Twoje tosty? - wydukałam. - Nie jadłam ich lata.
- Koniecznie musimy to zmienić. - uśmiechnęła się wstając z kanapy. Niepewnie udałam się za nią do kuchni. - Co tak patrzysz? To, że zostałam kapłanką Avalon z linii róży nie oznacza że zapomniałam co uwielbia jeść moja córka.
- Kim zostałaś?!
- Kochanie, znów się oburzysz gdy zacznę opowiadać o kobiecych powinnościach. Avalon to celtycki raj, Ziemia Kobiet. Tam wszystko co nas dotyczy jest święte. Nawet miesiączka, która jest pięknym i wzmacniającym aspektem kobiecości, a nie klątwą jak to kiedyś powiedziałaś. - zachichotała. Oparłam się o szafkę przypatrując jej uważnie. - Porody są obrzędem, a nie przerażającym przeżyciem. Tak bardzo żałuję, że nie urodziłam was w ten sposób.
- Nie lepiej rodzić w szpitalu pod okiem specjalisty?
- Doskonale wiemy, że nie zawsze to pomaga. - mruknęła. Zaklęłam w myślach z powodu własnej głupoty. - Jeśli kiedyś zmienisz zdanie co do macierzyństwa ... pozwól mi być wtedy przy Tobie.
- Obiecać mogę. - bezczelnie porwałam jednego tosta. Mama się roześmiała co wpłynęły na ciepło rozlewające się po moim sercu. Było tak jak dawniej. - Mmm ... boskie! Ale wyobraź to sobie! - usiadłam na blacie. - Ja rodzę, lekarz i pielęgniarki wokół mnie skaczą, a Ty ubrana w stylowe fatałaszki odprawiasz nad nami swoje modły.
- To wcale tak nie wygląda. - pokręciła rozbawiona głową.
- A jak? - zaciekawiłam się.
- Rodząca kobieta jest w otoczeniu innych kobiet, które modlą się do bogini Izydy. Trzymają ją za dłonie dodając otuchy. Wokół roznosi się cudowny zapach z kadzideł. Poród odbiera najważniejsza z kapłanek, która ma w tym największe doświadczenie. Narodzone niemowlę jest podawane z rąk do rąk. Każda z obecnych kobiet je błogosławi.
- A ojciec dziecka? To jemu powinno się miażdżyć dłoń.
- On swoje zrobił wcześniej. - rzuciła doprowadzając mnie do wybuchu śmiechu. - Po wszystkim jest wzywany. Nie bez powodu mężczyźni powinni zostawać za drzwiami. Są zbyt słabi emocjonalnie.
- Dobre. Powiem to Kylianowi. - wypaliłam rozbawiona. Sekundę później miałam ochotę zatkać usta dłonią niczym mała dziewczynka, która palnęła coś bez zastanowienia. Mama wbiła we mnie zaciekawione spojrzenie.
- Rumienisz się.
- Nie prawda!
- Rumienisz się! - zaśmiała się. - Kim jest ...
- Nikim ważnym! - zamachałam rękoma.
- Czuję, że zła aura powoli się rozmywa. Widzę to w Twoich oczach. - z pełnym zadowoleniem położyła talerz z tostami na stole. Za to ja, z pełną premedytacją oraz politowaniem, odbiłam dłoń na własnym czole.
Takie tam "widoki" Diny ^^
